



































































































































































































































































Franz Maurer był przekonany, że jest już bezpieczny. Za grzechy z poprzedniego systemu nigdy do końca nie odpowiedział. Wprawdzie po zmianie systemu przez 20 lat ganiał z narażeniem życia za jakimiś oprychami, ale to nie mogło być żadnym odkupieniem. W końcu to, że jakaś jedna czy druga komisja pozytywnie go zweryfikowała, to że był już w policji, trzykrotnie ranny na służbie, nie może być usprawiedliwieniem grzechu przeszłości, który skrzętnie skrywał. Na emeryturze był już dłuższą chwilę. Służbowa giwera, którą odkupił przechodząc na emeryturę, zdążyła zardzewieć na szafie. Oczywiście przy każdej zmianie władzy dopuszczał myśl, że może ta władza wystawi mu rachunek za błędy młodości, ale nic się nie działo. Franz nieraz jak spotykał się z dawnymi kolegami z pierwszej firmy, pytał czy oni też mają obawy. Trzeba pamiętać, że ci ludzie też już mieli swoje lata. Obawy prześladowały wszystkich.
Nadeszły czasy Dobrej Zmiany. Franz spokojnie dorabiał na nockach w jakiejś agencji ochrony. Z uwagi na to, że był nauczony szanować pieniądze i nie wysyłał kasy na rozgłośnię w Toruniu, starczało mu na leki. Zmianę władzy wprawdzie zauważył, ale tym razem się nie obawiał. Tylu jego kolegów z dawnej firmy dostało się do parlamentu z list partii, która wygrała wybory, że w ciemno założył, że swoich skrzywdzić nie dadzą. Nawet taki jeden prokurator co wśród znajomych Franza miał straszną opinię, spekulowano wręcz, że podczas stanu wojennego był gotowy wyrywać ludziom paznokcie, został jednym z ulubionych przydupasów samego Prezesa. W tak doborowym składzie partii rządzącej poczuł się naprawdę bezpiecznie.
Był wczesny poranek. Franz robiąc kawę włączył telewizor. W narodowej leciały wiadomości. Od początku Dobrej Zmiany Franz wiedział, że nic się z nich nie dowie, jednak przez tyle lat włączał tę stację, więc ciężko było mu się przestawić. Wiadomości prowadziła jakaś zdzira, kiedyś na takie mówili dewizówki, ale Fanz się uśmiechnął pod nosem i stwierdził sam do siebie, że od takiej to by za darmo nie chciał.
Nagle słyszy wiadomość, której się nie spodziewał, będą jednak rozliczenia. Aż go przytkało. Na pasku pojawił się napis na czerwono i Maurer zaczął robić rachunek sumienia. No tak, teraz wyjdzie na jaw - Franz Maurer jest byłym pracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Stał osłupiały i zastanawiał się jak tylu ludzi z jego firmy w parlamencie dopuściło do tego. Wnioski były proste, zostawili sobie furtkę, od konsekwencji można się odwołać do Przydupasa Prezesa. Jednak oni mają z nim układy, a Franz nie.
Za trzy lata pracy na portierni w Urzędzie Bezpieczeństwa Wewnętrznego Franz Maurer stracił znaczną część emerytury, a co za tym idzie prawo nabyte okazało się nie być dożywotnie. Franz zaczął dodatkowo dorabiać jako taksówkarz, nadal nie wysyła pieniędzy do Torunia, a jego broń nadal rdzewieje na szafie. Czy będzie kiedyś dzień, kiedy Franz się wkurwi, zdejmie broń z szafy i postanowi odwiedzić byłych kolegów?
Często w różnych mediach słyszę lub czytam, jakim genialnym strategiem jest nasz Władca Marionetek. Wprawdzie ja, jako jednostka drugiego, czy też nawet trzeciego sortu nie zauważyłem nic nadzwyczajnego, to świadomy braku swojej spostrzegawczości postanowiłem bliżej przyjrzeć się tematowi. Zacząłem od prostych analiz takich jak sprawdzenie kompetencji osób stawiających taką tezę i czy nie zachodzą jakieś przesłanki pozwalające wykluczyć kompetentność takich twierdzeń. Po wykluczeniu wszystkich osób, u których mógłbym podejrzewać choroby umysłowe lub dość zaraźliwe w ostatnim czasie „dupowłaztwo pospolite” I i II stopnia, przystąpiłem do szczegółowej analizy. Na wstępie próbowałem przeprowadzić szereg wywiadów z osobami, które jak założyłem, skoro tezę postawiły, to też będą się poczuwały w obowiązku jej bronić. Niestety w ten sposób niewiele ustaliłem, bo jedyna obrona z jaką się spotkałem była bardziej w stylu żółwi ninja niż typowej dysputy naukowej. Jedyna korzyść z podjęcia tej próby, to wzbogacenie i tak już bogatego mojego słownika inwektyw. Tu nawet, nieskromnie się przyznam, że przystąpiłem do programu 500+, tzn. kasy nie dostałem, ale tyle nowych sformułowań przyswoiłem w dość krótkim czasie na określenie, że kogoś nie lubię.
Nie zrażając się niepowodzeniem pierwszej próby, siedząc w domu przed telewizorem i zastanawiając się nad inną metodą badań nad rozpatrywanym zagadnieniem, doznałem olśnienia. Patrząc na jedną z reklam jakiegoś ogólnopolskiego spożywczaka, zrozumiałem, że Władca Marionetek popełnił plagiat i ci wychwalający go pod niebiosa mędrcy, tak naprawdę zbierają punkty na świeżaka, tzn. swojaka – taki status, który uprawnia do otrzymania dużego lub, za mniejszą ilość punktów, małego stołka. Taki stołek, nieraz świeży, zrobiony z tego drewna co to Wielki Łowczy był łaskaw wyrwać kornikowi drukarzowi ze śniadania, a innym razem taki już z tradycją, co to różne dupy z różnych rozdań podtrzymywał.
Każdy uczestnik konkursu musi zrobić coś dla Dobrej Zmiany, za co dostaje punkty swojaka, np. może nazwać część obywateli komunistami i złodziejami. Jeżeli przy tym dorzuci stwierdzenie, że Prezes jest genialnym strategiem, dostaje dwa razy więcej punktów. Teraz, jeżeli do tego dorzucimy kilka podstawowych faktów, takich jak to że:
* po pierwsze - Janek, ten od kolesi z piłami łańcuchowymi, wyciął więcej niż mówił i materiału na stołki wyszło o wiele więcej, a co za tym idzie też i stołków. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że Dobra Zmiana to las - las stołków;
* po drugie - Polak pierwszego sortu żyje jak mnich, siedzi na podłodze i jak się okazało że partia rozdaje stołki, do tego niektóre całkiem ponoć wygodne – to i każdemu skromnemu PiSuarowi taki się zamarzył;
* a i po trzecie nie należy też pomijać kwestii wrodzonej dobroci serca, którą każdy Polak, bez względu na przynależność partyjną, ma w sobie i jak słyszy, że Wielkiemu Łowczemu niechcący wyszła nadwyżka i stołków będzie więcej, to też myśląc o innych weźmie też dla brata, szwagra czy kolegi, a nawet kolegi kolegi, jeżeli ten jest gotów przyjąć w swoim sercu Dobrą Zmianę.
Podsumowując swoją dociekliwość naukową, pomimo że to był tyko kolejny ordynarny plagiat, akcja cieszyła się dużym powodzeniem, a Wielki Władca Marionetek mógł nawet przez chwilę uwierzyć że jest Genialnym Strategiem.
To dość trudne pytanie stojące przed Ministrem Wojny z uwagi na fakt, iż generała po prostu nie ma. To znaczy jest, tylko na razie jeszcze jest kapitanem, albo porucznikiem i dopiero się go za parę dni awansuje na odpowiedni stopień.
Wiadomo nie od dziś, że aby Dobra Zmiana dała oczekiwane efekty, nie mogła pominąć porządków w polskiej armii. Tak się rozhulała, że ponad 250 wyższych oficerów poszło pod kapelusz.
Choć pewnie lewactwo powie, że to niszczenie polskiej armii, to oczywiście jest to kompletna bzdura, gdyż wiadomo, że chodzi o wprowadzenie oszczędności. Minister Wojny szybko sobie wykalkulował, że jak ma generała to najczęściej jest to oficer z wieloletnim stażem, a co za tym idzie trzeba mu do generalskiej pensji dorzucić za wysługę lat. Znacznie taniej jest awansować kapitana na generała, bo wprawdzie pensja ta sama, ale wysługa lat już nie.
Ktoś może oczywiście zapytać, po co w wojsku takie oszczędności, zwłaszcza że armia, nawet oszczędna, ale bez dowódców, nie ma żadnej wartości bojowej.
Tu oczywiście znowu zaczyna się ujawniać lewacki tok myślenia. Czy Antek zostałby Ministrem Wojny, gdyby nie był doświadczonym wojskowym i wręcz światowej klasy ekspertem w dziedzinie techniki i technologii wojskowej? Tak, wiem co powiecie, ale tu też się mylicie, bo jak przeanalizujecie otoczenie samego Prezesa, to wyciągniecie jedyny słuszny wniosek, że Prezes zatrudnia tylko znawców na najwyższym poziomie.
Nasz Minister Wojny, znając świetnie tematykę wojskowości, postanowił wprowadzić bardzo innowacyjne rozwiązanie w postaci Wojsk Obrony Terytorialnej, czyli tacy komandosi na 1/8 etatu z II grupą inwalidzką. Oczywiście wraz z tak genialnym rozwiązaniem musiały pójść bardzo innowacyjne rozwiązania, dotyczące wyposażenia. Tak właśnie nasz twórca weekendowej wojskowości zakupił im najnowsze giwery – tak nowe, że jeszcze ich nie przetestowano w fabryce. Na razie, do czasu dostarczenia broni podstawowej, Antek postanowił doposażyć naszą nową dumę narodową w broń pomocniczą i za pieniądze oszczędzone na generalskich pensjach zakupił najnowszej generacji proce. Z innej strony z procami też wyszedł jakiś drobny problem. Coś jacyś lewaccy, podkreślam lewaccy eksperci kwestionują, że ponoć ta amunicja do procy nie ma standaryzacji NATO i może wyniknąć jakiś problem z kompatybilnością uzbrojenia.
Patrząc na to bezstronnie z mojego punktu widzenia, to chyba lekka przesada wymagać kompatybilności od gościa, który ma nawet mózg niekompatybilny względem własnych myśli i z przydupasami w środku nocy obrabia budynek NATO, używając łomu zamiast klucza.
Fala Dobrej Zmiany dotarła też do oświaty. Dzieci, wzorem przodowników pracy z poprzedniego systemu, robią 3 lata gimnazjum w 2 lata podstawówki. To tylko jeden z elementów, jaki Dobra Zmiana przygotowała dla młodzieży szkolnej. Zmieniono przede wszystkim literaturę, tak aby nowa było odzwierciedleniem wszystkich wyższych wartości, które kojarzą się z Dobrą Zmianą. Zrewidowano też historię, to wstyd, że niecałe 30 lat po zmianie ustroju państwa, dzieci były zmuszane do uczenia się tylu niezgodnych z prawdą historyczną lub, jak kto woli, pisohistoryczną, zagadnień z dziejów Polski i świata.
Obalenie komunizmu – do tej pory, zupełnie niesłusznie, lwią część zasług przypisywał sobie wąsaty elektryk ze Stoczni Gdańskiej. Cały świat słyszał jak jegomość przeskoczył przez płot i zorganizował strajk. Na szczęście udało się ustalić dokładny przebieg tamtych wydarzeń i już wiadomo, iż ów elektryk wcale płotu nie przeskoczył, tylko był podsadzony przez brata miłościwie nam panującego Prezesa. Ów wąsacz miał podać rękę podsadzającemu i wciągnąć go również na płot. Byli umówieni, że będą działać wspólnie i w porozumieniu. Tymczasem elektryk okazał się zakamuflowanym „sygnalistą” niesłusznej władzy, o imieniu Bolek, z umowy się nie wywiązał, sam wskoczył na teren zakładu pracy, aby tam spożywać alkohol z nieustalonymi osobnikami. Brat Prezesa w związku z niedotrzymaniem kontraktu na działanie wspólnie i porozumieniu zerwał kontrakt i wraz z Prezesem wspólnie wylądowali w Porozumieniu tyle, że Centrum.
Tu też nie było kolorowo, gdyż w związku z brakami w funduszach bracia nie mieli możliwości zastrzeżenia nazwy i skrótu partii, przez co skrót PC został nielegalnie przejęty przez żydomasonerię z USA i przypisany do jakiegoś elektronicznego złomu, co to wiadomo, że nikomu nie jest potrzebny.
Instytut Paranoi Narodowej poczynił też spore postępy w zakłamywaniu historii, dotyczącej osoby samego Prezesa. W 1981 roku Prezes był jedynym opozycjonistą, na aresztowanie którego musiała wydać zgodę sama Moskwa. Podczas zimnej wojny atak nuklearny USA był drugim, a nie pierwszym zagrożeniem, którego bała się armia czerwona, pierwszym był właśnie Prezes. Złośliwi powiedzą, że to zwykłe naciąganie faktów, a Prezes nie został internowany, bo po prostu nie był nikim ważnym dla władzy. Dziś na szczęście prawda jest już znana i wiadomo, że już sporo przed 1981 rokiem Prezesa obawiała się Australia, po niej USA, następnie ZSSR i Chiny oraz Namibia, oczywiście z różnych powodów.
Australia przede wszystkim ze względu na swoją turystykę surfingową, a wiadomo, że jak deska to ocean i pływy. Jak pływy to księżyc, a kto był jedynym kolesiem co był w stanie ukraść księżyc?
USA, tu nie ma co się rozpisywać, wystarczy zobaczyć co Prezes potrafi zrobić w 2 lata z 38 milionowym krajem. Do tego nie potrzebuje broni atomowej, wystarczy mu odpowiednio duża ilość przygłupów, a gdzie jest ich najwięcej?
ZSRR i Chiny przede wszystkim ze względu na swoje komunistyczne ustroje. Wyobrażacie sobie co by było jak Rosjanie zamiast Pierestrojki dostali by Dobrą Zmianę, a Chińczycy - zakaz produkcji w niedzielę? Wyobrażacie sobie, że w Rosji Prezes im wprowadza dekomunizację - każda nazwa ulicy związana z komunizmem będzie przemianowana na L.Kaczyńskiego? Wyobrażacie sobie, że w Chinach gospodarka wytrzyma, kiedy Prezes i jego przydupasy postanowią 15% populacji załatwić dobre stołki w spółkach skarbu państwa?
W kwestii Namibii to do końca nie wiadomo, krążą tylko jakieś ludowe pogłoski przekazywane z ust do ust, że chodzi o Prezesa i jego armię czarnych szamanów co to potrafią leczyć duszę i wyssać zawartość portfela, a magicznymi paciorkami powieszonymi przy lusterku w samochodzie odganiać złe moce. W Namibii nawet czarnoksiężnik nie umie takich sztuczek, choć ma iPada i światłowodowy internet.